— Hej, Salazar.
— Co znowu?
Był piękny, piątkowy wieczór, za chwilę zarówno starzy jak i nowi uczniowie Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart mieli zasiąść na uczcie świętującej początek kolejnego, wspaniałego roku szkolnego.
Salazar wewnętrznie aż drżał, gdyż nie czuł się zupełnie gotowy na kolejne sprawdzanie prac domowych i testów, podobnie jak na kolejne próby zniszczenia jego klasy przez uczniów niewprawionych w magii.
— A co, jak się okaże, że twój syn pójdzie do mojego domu, a moja córeńka do twojego?
Godryk miał tu na myśli oczywiście domy hogwardzkie, a nie dosłowne ich domy. Już się dawno temu upewnił, że jego córka da radę wrócić do swojego domu nawet po pijaku, po pojedynku z trollem i łaskotaniu smoka.
Godryka przeszył dreszcz. Łaskotanie smoka nie było jednym z jego najlepszych pomysłów.
Salazar spojrzał twardo na swojego przyjaciela.
— Wtedy wie, że nie ma czego szukać u mnie w domu, gdyby taka okoliczność zaszła — odpowiedział chłodno. — A co z twoją pociechą?
— Pewnie to samo co ty. W takim razie jak moja pójdzie do Slytherinu, a twój do Gryffindoru to możemy w sumie się dziećmi wymienić — zdawało się, że Godryk mówił to na poważnie.
Przynajmniej tak się zdawało Salazarowi, Gryffindor chciał tylko zobaczyć, jak jego przyjaciel na to zareaguje. W końcu nie wyrzuciłby swojego skarbeńka z domu!
— Czy ty chcesz mnie okraść z syna?! Masz już przecież jednego! Co prawda w powijakach on jest, ale masz... Nie oddam ci go, nawet jeśliby miał trafić do twojego domu!
Godryk zachichotał.
— Więc chcesz powiedzieć, że blefowałeś, że wyrzuciłbyś go z rodziny, nawet gdyby stał się Gryfonem?
Slytherin wymamrotał coś pod nosem, krzyżując ręce na torsie i... Czy Godryk widział na jego twarzy rumieniec?!
— O Boże, Salazarze, ty jednak masz serce!
— Cicho siedź, bo inaczej rzucę cię bazyliszkowi na pożarcie.
— Pff, najpierw musisz jednego posiadać, żeby to zrobić — jednak Gryffindor nie mógł powstrzymać uśmiechu.
Dobrze wiedzieć, że Salazar Slytherin nie porzuci rodziny, nawet jeśli ta nie spełniałaby jego idealnego obrazka idealnej czystokrwistej rodziny.
środa, 20 września 2017
poniedziałek, 21 sierpnia 2017
Jak zepsuć całą sagę Harry'ego Pottera zmieniając jedną decyzję
— Nie zgadzam się.
Kiedy Syriusz Black wypowiedział te słowa w stronę Lily i Jamesa, ci zastygli, nie wiedząc, co mają powiedzieć.
Wiedzieli bowiem, że dla swoich przyjaciół Syriusz mógłby zrobić absolutnie wszystko. Black był okropnie lojalny wobec nich i tylko się nie zgadzał, kiedy pomysł był absolutnie głupi nawet na jego dość niskie standardy.
Ale z kim innym tajemnica ich zamieszkania byłaby bezpieczniejsza niż właśnie z Syriuszem Blackiem?
James odchrząknął.
— Dlaczego się nie zgadasz, Łapo? — zapytał dyplomatycznie i spokojnie, chociaż miał ochotę wstrząsnąć swoim najlepszym przyjacielem.
Jednakże Lily była w ciąży i nie chciał jej stresować walką pomiędzy nim a Blackiem, toteż trzeba było załatwić to na spokojnie.
— Słuchaj Rogacz, nie żebym tego nie doceniał, nie czuł się uhonorowany tym,że mi tak ufacie czy coś, ale... Dobra, nie będę subtelny.
— Subtelność nigdy ci nie pasowała, Wąchaczu — powiedziała z uśmiechem Lily.
— Em, tak, właśnie, chyba że nie miałem innego wyjścia i być subtelnym właśnie... Nieważne. Chodzi o to, że jeden z nas jest szpiegiem, wiemy to na pewno i nie ma ku temu żadnych wątpliwości. Mogę to być nawet ja, z tego co wiemy...
— Ciekawe w jaki sposób — powiedział James z sarkazmem.
— Nie wiem w końcu co robię, kiedy śpię. Aco jeśli mam schizofrenię i po prostu o tym nie wiemy?
— Syriuszu, uwierz mi, skoro zauważyliśmy mały futerkowy problem Remusa to myślisz, że nie zauważylibyśmy, że próbujesz zabić nas w środku nocy czy coś?
— Nieważne James, nieważne! W każdym razie proponuję, żeby to James był Strażnikiem.
Kiedy ani James, ani Lily się nie odezwali, Syriusz westchnął.
— Kto byłby lepszym Strażnikiem Tajemnicy od osoby, która ma się ukrywać z własną żoną i nienarodzonym synem?
— Wąchaczu... To na pewno ty? Dobrze się czujesz? Chyba cię nam nie podmienili? — zapytała podejrzliwie Lily.
— Wiem, wiem, ale dziedziczna paranoja Blacków znowu uderza. Pewnie, ludzie będą myśleć że to ja jestem Strażnikiem, widzicie, ale tak naprawdę to James nim będzie. Dzięki temu i sekret, i wy będziecie bezpieczni.
— Jesteś pewny, Syriuszu? To może być dla ciebie niebezpieczne — rzekła zmartwiona Lily.
— Absolutnie, Lils. W końcu jeżeli umrę to przynajmniej chroniąc moich przyjaciół i chrześniaka, co nie?
Kiedy Syriusz Black wypowiedział te słowa w stronę Lily i Jamesa, ci zastygli, nie wiedząc, co mają powiedzieć.
Wiedzieli bowiem, że dla swoich przyjaciół Syriusz mógłby zrobić absolutnie wszystko. Black był okropnie lojalny wobec nich i tylko się nie zgadzał, kiedy pomysł był absolutnie głupi nawet na jego dość niskie standardy.
Ale z kim innym tajemnica ich zamieszkania byłaby bezpieczniejsza niż właśnie z Syriuszem Blackiem?
James odchrząknął.
— Dlaczego się nie zgadasz, Łapo? — zapytał dyplomatycznie i spokojnie, chociaż miał ochotę wstrząsnąć swoim najlepszym przyjacielem.
Jednakże Lily była w ciąży i nie chciał jej stresować walką pomiędzy nim a Blackiem, toteż trzeba było załatwić to na spokojnie.
— Słuchaj Rogacz, nie żebym tego nie doceniał, nie czuł się uhonorowany tym,że mi tak ufacie czy coś, ale... Dobra, nie będę subtelny.
— Subtelność nigdy ci nie pasowała, Wąchaczu — powiedziała z uśmiechem Lily.
— Em, tak, właśnie, chyba że nie miałem innego wyjścia i być subtelnym właśnie... Nieważne. Chodzi o to, że jeden z nas jest szpiegiem, wiemy to na pewno i nie ma ku temu żadnych wątpliwości. Mogę to być nawet ja, z tego co wiemy...
— Ciekawe w jaki sposób — powiedział James z sarkazmem.
— Nie wiem w końcu co robię, kiedy śpię. Aco jeśli mam schizofrenię i po prostu o tym nie wiemy?
— Syriuszu, uwierz mi, skoro zauważyliśmy mały futerkowy problem Remusa to myślisz, że nie zauważylibyśmy, że próbujesz zabić nas w środku nocy czy coś?
— Nieważne James, nieważne! W każdym razie proponuję, żeby to James był Strażnikiem.
Kiedy ani James, ani Lily się nie odezwali, Syriusz westchnął.
— Kto byłby lepszym Strażnikiem Tajemnicy od osoby, która ma się ukrywać z własną żoną i nienarodzonym synem?
— Wąchaczu... To na pewno ty? Dobrze się czujesz? Chyba cię nam nie podmienili? — zapytała podejrzliwie Lily.
— Wiem, wiem, ale dziedziczna paranoja Blacków znowu uderza. Pewnie, ludzie będą myśleć że to ja jestem Strażnikiem, widzicie, ale tak naprawdę to James nim będzie. Dzięki temu i sekret, i wy będziecie bezpieczni.
— Jesteś pewny, Syriuszu? To może być dla ciebie niebezpieczne — rzekła zmartwiona Lily.
— Absolutnie, Lils. W końcu jeżeli umrę to przynajmniej chroniąc moich przyjaciół i chrześniaka, co nie?
czwartek, 8 czerwca 2017
Pierwszy Dyrektor Hogwartu
— Więęc, kto powinien z nas wszystkich zostać dyrektorem? — zapytał Godryk Gryffindor rozkładając się na jednej z kanap w gabinecie dyrektorskim.
Był do przestrzenny pokój z czterema kanapami, wieloma półkami z książkami i magicznymi artefaktami (jednym z nich jest Tiara Przydziału), po środku pokoju stało duże biurko, a przed nim stały trzy wygodne fotele. Na ścianie przeciwległej do wejścia gabinetu znajdowało się duże okno, przez które wypadało w tej chwili światło słoneczne.
— Ja z pewnością nie — kontynuował Godryk — Nie jestem do tego stworzony. Poza tym ja i odpowiedzialność?! Zwyczajnie do siebie nie pasujemy!
— Tak, zgadzam się. Nie nadajesz się do tego, kto wie, co by się uczniom stało gdybyś był dyrektorem? — Powiedział Slytherin.
— Chcesz mi powiedzieć, że świadomie bym zranił moich uroczych uczniów?! — wykrzyczał w horrorze Godryk.
— Świadomie może i nie. Nieświadomie właśnie.
Zanim jednak kolejna epicka kłótnia mogłaby wybuchnąć pomiędzy Godrykiem Gryffindorem a Salazarem Slytherinem, Rowena zaczęła mówić.
— Najlepiej żeby dyrektorką została Helga.
— Ech?! — pisnęła Hufflepuff.
Ale jak to, że niby ona? — zastanawiała się.
— Muszę się zgodzić z Roweną — rzekł Gryffindor — W porównaniu do Salazara ty nie przerażasz naszych słodkich uczniów samym spojrzeniem.
Salazar zaczął intensywnie wpatrywać się w Godryka, na co ten jedynie prychnął.
— Widzisz? O tym właśnie mówiłem.
— N-no ale co z Roweną? Jestem pewna ze byłaby lepsza ode mnie!
— Pamiętasz może, że zdarza mi się zapominać o posiłkach kiedy zaczynam czytać moje księgi lub gdy eksperymentuję? Jaki ja bym dała uczniom przykład? Dobrze wiesz, że gdyby nie wy to bym zagłodziła się na śmierć przez moje ciągłe nauki. Albo pamiętasz jak ostatnio potraktowałam Godryka jak mi przeszkodził? Nie chcę wyrzucać ucznia przez okno tylko dlatego, że przyszedł do mnie po godzinach.
Godryk wzdrygnął. Spadanie z wieży Ravenclaw nie jest przyjemną sprawą. Kto wie, co by się z nim stało, gdyby akurat Salazar nie stał u stóp wieży i na niego nie wpadł? Zginąłby pewnie jak nic.
Slytherin nadal nie wybaczył mu tego awaryjnego lądowania na nim.
— Cóż, chyba masz rację... — rzekła niepewnie Helga.
— Nie martw się, Helguś, pomożemy ci kiedy będziesz nas potrzebowała! — Powiedział Gryffondor.
— Tak długo jak Godryk ani żaden z jego Gryfonów nie będą dyrektorami to będę zadowolony. Kto wie jakie nieszczęścia by zapadły na tę szkołę gdyby jeden z twoich się wziął za robotę dyrektora?
I mimo że Gryffindor czuł się obrażony tym stwierdzeniem, to panie zgadzały się z Salazarem.
Tak więc oto Helga Hufflepuff stała się dyrektorką Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
Nieznanie jednak dla nich, tysiąc lat później Gryfon stał się dyrektorem.
Za jego kadencji został wyprodukowany Czarny Pan, sztuk jeden, Zbawiciel Czarodziejskiego Świata, sztuk jeden, nielegalni animadzy, sztuk trzy, wilkołak, sztuk jeden, półolbrzym, sztuk jeden, ataki bazyliszka, cały rok, Turniej Trójmagiczny, który źle poszedł, sztuk jeden, trójgłowy pies, który był przetrzymywany na terenie szkoły, podobnie jak akromantule i nawet smok, czy też hipogryfy czy sklątki tylnowybuchowe, sztuk kilka.
Oj tak, niebezpiecznym jest mianowanie Gryfona jako dyrektora Hogwartu.
---------------------
Ach, dawno nic nie pisałam, jak tego mi brakowało!
Miło jest napisać coś krótkiego takiego, po prostu przyjemna sprawa <3
Ogłoszeń brak, trzymajcie się ciepło!
Darka3363
Był do przestrzenny pokój z czterema kanapami, wieloma półkami z książkami i magicznymi artefaktami (jednym z nich jest Tiara Przydziału), po środku pokoju stało duże biurko, a przed nim stały trzy wygodne fotele. Na ścianie przeciwległej do wejścia gabinetu znajdowało się duże okno, przez które wypadało w tej chwili światło słoneczne.
— Ja z pewnością nie — kontynuował Godryk — Nie jestem do tego stworzony. Poza tym ja i odpowiedzialność?! Zwyczajnie do siebie nie pasujemy!
— Tak, zgadzam się. Nie nadajesz się do tego, kto wie, co by się uczniom stało gdybyś był dyrektorem? — Powiedział Slytherin.
— Chcesz mi powiedzieć, że świadomie bym zranił moich uroczych uczniów?! — wykrzyczał w horrorze Godryk.
— Świadomie może i nie. Nieświadomie właśnie.
Zanim jednak kolejna epicka kłótnia mogłaby wybuchnąć pomiędzy Godrykiem Gryffindorem a Salazarem Slytherinem, Rowena zaczęła mówić.
— Najlepiej żeby dyrektorką została Helga.
— Ech?! — pisnęła Hufflepuff.
Ale jak to, że niby ona? — zastanawiała się.
— Muszę się zgodzić z Roweną — rzekł Gryffindor — W porównaniu do Salazara ty nie przerażasz naszych słodkich uczniów samym spojrzeniem.
Salazar zaczął intensywnie wpatrywać się w Godryka, na co ten jedynie prychnął.
— Widzisz? O tym właśnie mówiłem.
— N-no ale co z Roweną? Jestem pewna ze byłaby lepsza ode mnie!
— Pamiętasz może, że zdarza mi się zapominać o posiłkach kiedy zaczynam czytać moje księgi lub gdy eksperymentuję? Jaki ja bym dała uczniom przykład? Dobrze wiesz, że gdyby nie wy to bym zagłodziła się na śmierć przez moje ciągłe nauki. Albo pamiętasz jak ostatnio potraktowałam Godryka jak mi przeszkodził? Nie chcę wyrzucać ucznia przez okno tylko dlatego, że przyszedł do mnie po godzinach.
Godryk wzdrygnął. Spadanie z wieży Ravenclaw nie jest przyjemną sprawą. Kto wie, co by się z nim stało, gdyby akurat Salazar nie stał u stóp wieży i na niego nie wpadł? Zginąłby pewnie jak nic.
Slytherin nadal nie wybaczył mu tego awaryjnego lądowania na nim.
— Cóż, chyba masz rację... — rzekła niepewnie Helga.
— Nie martw się, Helguś, pomożemy ci kiedy będziesz nas potrzebowała! — Powiedział Gryffondor.
— Tak długo jak Godryk ani żaden z jego Gryfonów nie będą dyrektorami to będę zadowolony. Kto wie jakie nieszczęścia by zapadły na tę szkołę gdyby jeden z twoich się wziął za robotę dyrektora?
I mimo że Gryffindor czuł się obrażony tym stwierdzeniem, to panie zgadzały się z Salazarem.
Tak więc oto Helga Hufflepuff stała się dyrektorką Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
Nieznanie jednak dla nich, tysiąc lat później Gryfon stał się dyrektorem.
Za jego kadencji został wyprodukowany Czarny Pan, sztuk jeden, Zbawiciel Czarodziejskiego Świata, sztuk jeden, nielegalni animadzy, sztuk trzy, wilkołak, sztuk jeden, półolbrzym, sztuk jeden, ataki bazyliszka, cały rok, Turniej Trójmagiczny, który źle poszedł, sztuk jeden, trójgłowy pies, który był przetrzymywany na terenie szkoły, podobnie jak akromantule i nawet smok, czy też hipogryfy czy sklątki tylnowybuchowe, sztuk kilka.
Oj tak, niebezpiecznym jest mianowanie Gryfona jako dyrektora Hogwartu.
---------------------
Ach, dawno nic nie pisałam, jak tego mi brakowało!
Miło jest napisać coś krótkiego takiego, po prostu przyjemna sprawa <3
Ogłoszeń brak, trzymajcie się ciepło!
Darka3363
niedziela, 8 maja 2016
Cztery absurdalne sposoby na zabicie Voldemorta
Wyobraźmy sobie po prostu, że Voldemort nie ma horkruksów i nie jest nieśmiertelny. Cztery absurdalne sposoby na zakończenie życia tak nieprawdopodobne, że aż nieprawdopodobne. I nie, ja wcale się nie powtarzam. Enjoy XD
--------------------------------------------
1.Śmiercionośny
żart
Harry,
Ron, Hermiona, Neville i Luna byli w trakcie bitwy z Śmierciożercami, kiedy
nagle pojawili się członkowie Zakonu Feniksa.
W tym
również i ojciec chrzestny Harry’ego – Syriusz Black.
Harry
znowu poczuł to kłujące uczucie w sercu, kiedy myślał o tym, jak łatwo dał się
zmanipulować przez Voldemorta. Gdyby tylko przyłożył się do Oklumencji! Tyle że
po co, odciąłby się od swojego źródła informacji, które Dumbledore tak łatwo
zatrzymywał dla siebie. Nie miał mu tego za złe, jednak niewiedza bywała
okropna do zniesienia. Nieważne.
Ale
było już na to za późno. Teraz Potter miał tylko nadzieję, że cała ta wyprawa
nie skończy się śmiercią jego przyjaciół, Syriusza i członków Zakonu. Nawet
tego cholernego Nietoperza Hogwartu.
W
pewnym momencie pojawił się Voldemort.
Harry
westchnął, kierując się do mordercy jego rodziców. Jeżeli coś mógłby tutaj
zrobić, to powstrzymać Voldemorta chociaż na kilka minut, dopóki nie pojawi się Dumbledore.
Już
uniósł różdżkę, już miał wypowiedzieć zaklęcie, kiedy nagle coś trafiło w czoło
Czarnego Pana.
Co
dziwniejsze, Voldemort nie mógł uchronić się przez tą rzeczą za pomocą zwykłej
tarczy. Dla Harry’ego było to dziwne i niezrozumiałe.
Po
chwili z czoła wężowego gościa zaczęła sączyć się krew, a połączenie, jakie
miał Harry z Voldemortem, nagle zniknęło. Zmarszczył brwi.
Chwilę
później usłyszał, jak Śmierciożercy wyją w niebogłosy, jakby ktoś nagle zaczął
rozrywać im skórę. To tylko przekonało Harry’ego, że Voldemort zdechł na dobre.
Obrócił
się i zobaczył, że wszyscy patrzyli się na Syriusza, który przyjął niewinną
minę. Wokoło, jak zauważył Harry, skakały… Kaczki? Które do tego miały broń w
ręku i starały się wykończyć siebie nawzajem?
O ile
dobrze pamiętał, Dudley kiedyś w tę grę grał. Nazywała się Duck Game. Polegała na tym, że po prostu stajesz się kaczką,
zbierasz broń i próbujesz zabić wszystkich, nie dając przy okazji zabić siebie.
Spojrzał
na Blacka z niezrozumieniem.
- No
co?! – Wykrzyknął w końcu Syriusz. – Jak się człowiek nudzi, to jest zdesperowany,
a skoro tak, to nawet mugolskie gry wydają się świetną opcją! Poza tym nie
wiedziałem, że ten żart może być tak śmiercionośny w skutkach…
2.Niewinny
fanfic
Voldemort
nie mógł uwierzyć, że to robi.
No ale
nie mógł teraz wezwać Severusa, a połowa jego kompetentnych Śmierciożerców była
na wakacjach.
Zaś
druga połowa wciąż siedziała w Azkabanie. A resztę powinien w końcu wysłać do
psychologa, o ile nie zamknąć ich od razu w domie wariatów.
Niefajna
sytuacja.
Włączył
więc komputer i zaczął guglować.
Musiał
przyznać, że mimo tego, jak bardzo nienawidził mugoli, to łby mieli nie od
parady. Wymyślali różne cudeńka, które nawet nawet ułatwiają innym życie. Nawet
jeśli czarodzieje tez mają swoje rozwiązania, jak na przykład sieć Fiuu zamiast
telefonu czy też miotły zamiast samolotów.
Tyle że
samoloty miały tę przewagę, że nie było zimno podczas lotu i jak zaskoczyła
burza, to pasażerom jest ciepło i przytulnie, w porównaniu do czarodzieja
lecącego w tejże burzy.
Pięć
godzin później jakimś cudem trafił na… Dziwnego fanfica.
To było
straszne. Po pierwsze: skąd mugole w ogóle wiedzą o tym, że magiczny świat
istnieje?
Po
drugie: Skąd wiedzą, jak się nazywa, co uczynił i dalej nie boją się wymawiać
jego imienia?
Po
trzecie: Skąd wiedzą, że w Przepowiedni jest mowa o nim i o bachorze Potterów?
Chociaż swoją drogą przynajmniej poznał ją w całości, o ile nie została ona
wyssana z palca oczywiście.
Przeczytał.
I po
tym wszystkim wyjął różdżkę i przyłożył ją do skroni.
Już
woli smażyć się w Piekle niż kiedykolwiek znaleźć fanfica, w którym on i
Potter… Nie. To jest już po prostu złe. Nie będzie o tym nigdy więcej mówił.
Rzucił
niewerbalne Zaklęcie Zabijające.
3.Wieczny
serial
Każdy
się kiedyś nudził.
Nawet
sam Lord Voldemort.
Coś
takiego się stało, kiedy nie miał ciała i siedział w Albanii, czekając na
jakiegoś idiot… Swojego dozgonnego sługę, który pomoże mu się odrodzić.
Zajrzał
raz do mugolskiego domu.
Oglądali
pierwszy odcinek ,,Mody na sukces”.
Voldemort,
zainteresowany tym, co się działo w telewizji zaczął oglądać.
----------------------------------------------
6000 odcinków później…
Voldemort zupełnie stracił
poczucie czasu.
Stracił
je aż tak bardzo, że minęło kilkanaście lat, Harry Potter zdążył dorosnąć,
narobić się dzieci, wnuków, prawnuków, praprawnuków… No, tak czy inaczej jego
rodzina się rozrosła.
Nie
było żadnych wydarzeń z Kamieniem Filozoficznym, aferą z Komnatą Tajemnic,
Syriusz jednak i tak zwiał z Azkabanu, żeby załatwić Pettigriew, ale co tam…
Voldemort się nie odrodził podczas Turnieju Trójmagicznego (w którym Potter nie
brał udziału), Cedric Diggory nie umarł, bliźniaki Weasley dalej są tak
nierozłączni jak zawsze, Lupin i Tonks wychowywali małego Teddy’ego, starając
się zmniejszyć wpływ rozpieszczania przez ojca chrzestnego, Syriusz się w końcu
hajtnął, a Severus Snape w wieku 80 lat zszedł z piedestału Nietoperza z Lochów
i odszedł na zasłużoną emeryturę, kiedy tylko udało mu się spełnić jedno z
marzeń – nauczył Pottera i jego bachory eliksirów.
A
Voldemort?
W końcu
nie doczekał się idioty, który miał mu pomóc się odrodzić. Zamiast tego
poświęcił się oglądaniu ,,Mody na sukces”, aż w końcu wyzionął ducha.
Metaforycznie
rzecz biorąc, oczywiście. Po prostu w końcu Piekło się o niego upomniało.
A w
dzisiejszych czasach takiego pracownika przy kuszeniu ludzi to dzisiaj można ze
świecą szukać!
4. Ogłaszająca moc muzyki
Voldemort
nie był zapamiętałym miłośnikiem muzyki.
O wiele
lepsze, jego zdaniem, było poznawanie kolejnych dziedzin magicznych, zwłaszcza
tych zakazanych przez Ministerstwo Magii.
Jednak
tym razem on i jego Śmierciożercy przypadkiem trafili na mugolski koncert. Do
tego muzyki rockowo-metalowej, trzeba dodać. Przynajmniej tak się Tomowi wydawało.
Voldemort
nie pamiętał, żeby w tym miejscu stała jakakolwiek scena.
To była
ostatnia myśl, jaka go nawiedziła, zanim fala dźwiękowa z głośnika, przed
który się teleportował, uderzyła go w uszy.
W ten
sposób Voldemort ogłuchł.
A żeby
tego było mało, jego Śmierciożercy upadli na niego, kiedy okazało się, że
wylądowali na konstrukcji amfiteatru.
Ponad
sześćset kilo żywej wagi przygniotło Voldemorta.
I już
więcej się nie poruszył.
środa, 10 lutego 2016
Ostatnie słowa.
Niestety tak wyszło, że dawno nie czytałam ostatniej części HP, więc dialogi i zachowania mogą do końca się nie zgadzać, ale ogólny sens został zachowany.
A przynajmniej taką mam właśnie nadzieję.
Ale teraz, zapraszam do czytania.
--------------------------------------------
Severus
Snape od zawsze był przygotowany na to, że zostanie zdemaskowany.
Wiedział
też, że za jego… Niesubordynację… Karą będzie śmierć.
W tej
chwili leżał na ziemi, wykrwawiając się, czując też, jak jego krew niesamowicie
szybko płynie przez żyły.
Bolało.
Bolało
go jak cholera całe ciało.
Nagle
poczuł, że ktoś podniósł jego głowę. Jasny gwint, czy już nie pozwolą mu umrzeć
w spokoju?
Otworzył
oczy.
Zobaczył
Pottera.
Tego
aroganckiego, gryfońskiego szczeniaka z tak boleśnie znajomymi zielonymi
oczami.
Miał
oczy po Lily… Tyle że jego były jakieś takie… Ciemniejsze niż jej. Lily zawsze
miała jasne, radosne spojrzenie, nawet jeśli działo się coś złego, ale Potter…
Te
cienie w oczach chłopca nieco go niepokoiły. Dopiero teraz. Za późno.
Cholera.
Powinien był zauważyć to dawno temu!
Ale nie
potrafił, widząc tego bachora przez pryzmat jego ojca. On nie był Jamesem.
Nigdy nie był.
A on,
Severus Snape, Mistrz Eliksirów w Hogwarcie, szpieg Albusa Dumbledore’a,
nazywany przez większość uczniów i sporą część kadry nauczycielskiej
Nietoperzem z Lochów, który prawdopodobnie sypia w trumnie, nigdy tego nie
zauważył. Nie chciał zauważyć.
I to
prawdopodobnie była jego druga największa pomyłka w życiu, zaraz po dołączeniu
do Czarnego Pana i przyjęciu Mrocznego Znaku.
Poczuł,
jak wspomnienia uciekają mu poprzez łzy. Był pewien, że Potter wiedział, jak
wyglądają płynne wspomnienia. Mimo wszystko, przez jakiś czas Dumbledore uczył
go poprzez wspomnienia, cokolwiek miało to znaczyć.
-
Potter, bierz to – powiedział przez zaciśnięte zęby. Snape miał dziwnie
niezachwianą pewność, że Potter będzie wiedział, o co mu chodzi.
Dzieciak
zmarszczył brwi, po czym przeszukał szybko kieszenie i wyjął fiolkę. Zebrał
wspomnienia Severusa i porządnie zakorkował fiolkę.
-
Spójrz na mnie, Potter – powiedział i chwycił go za szczękę, kierując swój
wzrok na zielone oczy.
Tak
znajome. Tak inne.
- Masz
oczy swojej matki. – Severus miał dosyć zachrypnięty głos, jednak było w nim
słychać dziwną miękkość.
To były
ostatnie słowa nauczyciela eliksirów.
sobota, 6 lutego 2016
Drabble zestaw #1
Te drabble zostały napisane już baaardzo dawno temu i były one jedne z pierwszych, jakie kiedykolwiek napisałam, więc proszę się jakoś nie martwić za bardzo o brak sensu w nich... To wszystko co chciałam przekazać ^.^"
PS: Zdjęcie znalezione na fejsie, już nie pamiętam gdzie XD
------------------------------------------------------------
Salazar
zbliżał się do wieży Ravenclaw.
Nie
miał ochoty na pojedynkowanie się z Godrykiem, do Helgi też nie pójdzie, bo
jest śmiertelnie na niego obrażona.
A
siedzieć samemu nie chciał.
Więc
jego ratunkiem pozostała Rowena.
Slytherin
był już blisko komnaty Ravenclaw, kiedy nagle usłyszał wybuch. Czym prędzej
zebrał się do biegu, wyciągnął różdżkę i wszedł do pokoju.
To co
zobaczył przerosło jego najśmielsze oczekiwania.
Rowena
leżała pod ścianą, cała w sadzy, podobnie jak reszta pokoju.
Kobieta
jęknęła, przywołała papier, napisała coś i potem zemdlała.
Salazar
z ciekawości przeczytał kartkę.
,,Nigdy
nie łączyć mugolskich ingerencji z czarodziejskimi. Wychodzi dość wybuchowa mieszanka.’’
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Godryk
od zawsze kochał niebezpieczeństwo.
Musiał,
po prostu musiał choć raz dziennie na coś się narazić.
Gdyby
tak się nie stało, to jego przyjaciele pomyśleliby, że albo ktoś go wielosokował,
albo zachorował, albo umarł. Do wyboru do koloru.
Niemalże
zupełny brak wyobraźni dopełniał jego prawdopodobny masochizm.
Chociaż
nie był masochistą. Nigdy nie był i nie będzie.
Chociaż
igranie z Salazarem zawsze było niebezpieczne. Do teraz pamiętał, jak Slytherin
dał mu popalić, kiedy wysadził jego pracownię do eliksirów.
Jednak
nigdy to nie powstrzymało Godryka przed kolejnymi próbami wkurzenia Salazara.
Ale
nawet Godryk się czegoś bał.
Gryffindor
bał się wkurzonej Helgi Hufflepuff.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
- Nie!
- Tak!
- Nie i
koniec!
- Mówił
ci ktoś, że jesteś dupkiem bez serca?
- Wielu
ludzi. Większość nie żyje.
Salazar
i Godryk kłóciliby się jeszcze dłużej, gdyby w pewnym momencie nie weszła
Rowena i nie rzuciła na nich zaklęcia, które praktycznie zaszyło im usta.
-
Zdecydowanie lepiej – westchnęła z ulgą.
- A jak
rzucą Finite? – Zapytała Helga,
wchodząc zaraz po przyjaciółce do pokoju.
- O to
się nie martw. Nie rzucą – odpowiedziała wesoło i pokazała Heldze różdżki
Slytherina i Gryffindora. – Poza tym wypili Eliksir Ciszy, który był w
herbacie, aktywowany magicznie. Mamy teraz dwie godziny spokoju.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Zaklęcia
Niewybaczalne są złe.
Są
odrażające i tchórzliwe.
Godryk
od zawsze tak uważał, a zasadniczo od dnia, kiedy w ogóle się o takich
zaklęciach dowiedział.
Złe,
odrażające i tchórzliwe.
Zaklęcia,
przed którymi nie można się obronić żadnym zaklęciem czy przedmiotem.
Ewentualnie
przez wykonanie uniku.
Ale nie
każdy dałby radę wykonać unik, zwłaszcza, że szybszym sposobem na reakcję jest
rzucenie niewerbalnej tarczy, gdyż magia w wirze bojowym sama rzuca się w
odpowiednim kierunku, formułując coś w rodzaju tarczy. Magia czeka tylko wtedy
na polecenie czarodzieja.
Zaklęcia
Niewybaczalne są złe, odrażające i tchórzliwe.
I nikt
nie da rady zmienić tej opinii Gryffindora.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
sobota, 30 stycznia 2016
Rowena Ravenclaw
Rowena
nie była typową przedstawicielką płci pięknej w jej czasach.
I była
z tego dumna.
Nawet
jeśli przez to często omal nie przyprawiała o zawał pozostałych swoich
przyjaciół: Godryka Gryffindora, Helgę Hufflepuff i Salazara Slytherina.
To, że
umiała czytać i pisać dla nich było normalne. Gorzej sprawa się ma, kiedy
zaczyna eksperymentować…
Helga
była przerażona, kiedy znalazła Rowenę całą we krwi (a przynajmniej tak to
wyglądało z jej perspektywy), leżącą na środku swojej komnaty i całkowicie
nieprzytomną. Myślała, że Ravenclaw nie żyje i już miała biec po Godryka i
Salazara, kiedy to Rowena nagle jęknęła, podniosła się i wymamrotała pod nosem,
że nie powinna nigdy więcej łączyć Zaklęcia Rozbrajającego z Zaklęciem
Odpychającym w jednym przedmiocie, bo nie dość, że rzecz zmieniała się w sok
pomidorowy, to jeszcze wybuchała.
Żywioły
jedne wiedzą, jak Helga była wkurzona na Rowenę i jak blisko Ravenclaw była
śmierci, tym razem jednak zabić ją miała Hufflepuff, a nie eksperymenty.
Rowena
była też roztrzepana i nieuważna.
Przechadzała
sobie raz po korytarzu, nie wyściubając nosa z książki, przynajmniej do czasu,
kiedy nie potknęła się przez niewidzialną rzecz i wpadła na kilka zbroi.
Hogwart
jeszcze przez bardzo długi czas nie słyszał tak finezyjnie ułożonych
przekleństw, wykrzyczanych na cały głos, przez co Salazar omal nie zaatakował
Roweny, myśląc, że to jakiś wyjątkowo złośliwy i niezdarny poltergeist.
Do
teraz Slytherin, kiedy przypominał sobie całą tę sytuację, nie mógł powstrzymać
się od choćby cichego chichotu.
Ponadto,
kiedyś podczas jednego z eksperymentów zamiast wziąć rogu jednorożca,
wzięła róg dwurożca.
I teraz
całe jej włosy miały delikatnie niebieski kolor, a jedno pasmo było wręcz
turkusowe. Kiedy Helga zobaczyła, co stało się z jej włosami, niemal padła na
zawał.
Ravenclaw
o dziwo, była też zapominalska.
Owszem,
z łatwością przychodziło jej pamiętanie co ważniejszych bitew magicznych czy
historii magii, podobnie sprawa się miała z mugolską historią, a także
potrafiła uwarzyć mnóstwo eliksirów z pamięci, potrafiła wymienić wszystkich
swoich przodków.
Inaczej
sprawa się miała, kiedy przychodziło o codzienne sprawy.
Często
zapominała napalić u siebie w wieży w kominku, nie pamiętała, kiedy jest pora
obiadowa, zapominała posprzątać swojej komnaty z kurzu, nie pamiętała, żeby
zapytać Godryka, gdzie znajdował się ten przepis na nieziemskie ciasteczka owsiane, które piekła jego matka.
Rowena
miała również nieco dziwny system wartości, jeżeli chodziło o wydawanie
pieniędzy.
Ravenclaw
najchętniej cały swój majątek wydawała na książki, księgi, pergaminy i pióra, za
to poskąpiłaby na wydawaniu pieniędzy na jedzenie, ubrania, buty, czy też na
upiększenie Hogwartu choćby obrazami.
Gryffindor
do dzisiaj nie rozumie, dlaczego tak bardzo przeszkadza jej wydawanie pieniędzy
na posągi, które w przyszłości mogą okazać się przydatne do obrony zamku… Ale
przynajmniej nie kwestionowała, że pomysł nie jest dobry. Bo był bardzo dobry.
Po prostu kiedy Rowena zobaczyła rachunek za te posągi, to jej dusza skąpca omal
nie umarła śmiercią naturalną, pociągając Ravenclaw za sobą…
No i
oczywiście nie można zapominać o tym, że Ravenclaw była nadzwyczaj inteligentną
kobietą.
Slytherin
nie raz, a nawet nie sto razy z nią przegrał choćby w szachach. Uwielbiał tę
grę strategiczną i był jednym z najlepszych graczy z całej Anglii, dlatego w
ogromne zdumienie wprawił go fakt, że Rowena wygrała z nim po półgodzinnej
rozgrywce.
Kiedy
Helga rozmawiała z Roweną na temat wykorzystywania roślin w kulinariach i
uzdrowicielstwie, była zaskoczona tym, ile pomysłów na sekundę miała jej
koleżanka. W zasadzie to po części dzięki nim Hufflepuff mogła wprowadzić kilka
ulepszeń do obecnie istniejących lekarstw, a także wprowadzić nowe produkty w
życie.
Gryffindor
też lubił rozmawiać z Roweną, choćby z tego względu, że rozumiała jego pasję do
walki. Wielokrotnie się mierzył z Roweną na miecze, i choć często to on
wygrywał, to Ravenclaw miała kilka ciekawych niespodzianek w zanadrzu, które
sprawiały, że adrenalina skakała mu powyżej jego zwykłej przeciętnej podczas
honorowych pojedynków.
No i
Rowena nauczyła go również, że choć brawura, instynkt i otwarte starcie są
bardzo dobrymi rzeczami, to warto od czasu do czasu użyć podstępu, choćby po to
tylko, żeby mniej osób postronnych ucierpiało.
A
Godryk nienawidził ranić kogoś przypadkowo, nienawidził tego nawet bardziej niż
tych obrzydliwie tchórzliwych Zaklęć Niewybaczalnych.
Tak,
Rowena nie była typową kobietą swojego wieku. Była z tego dumna. A jej
przyjaciele nie chcieli, by kiedykolwiek ta zabawna kobieta się zmieniała.
Nawet
jeśli Helga wciąż ubolewała nad faktem, że wkurzona Rowena nie panowała nad
swoim słownictwem.
niedziela, 24 stycznia 2016
Bezpieczeństwo przede wszystkim.
-
Godryku, nawet ty nie dałbyś rady skoczyć z wieży, nie używając Zaklęcia
Poduszki albo Zaklęcia Odbijającego na ziemi! – Krzyknął Salazar, kiedy tylko
znaleźli się na dachu razem z przyjacielem.
- Hah,
jeszcze nie wiesz, co przygotowałem, a od razu wykazujesz taki pesymizm. Wiesz,
że to nie jest zdrowe? – Zapytał grzecznie Gryffindor.
Slytherin
do teraz nie wiedział, jakim cudem założył się z mężczyzną o taką głupotę. W
jednym momencie ich spokojna rozmowa zmieniła się w słowne przepychanki, by w
końcu wypaplać coś głupiego. A teraz ta głupota mogła zabić jego przyjaciela!
A wtedy
nic nie uchroni Salazara przed gniewem Helgi…
Wzdrygnął
się.
Nigdy
nie chciał jej podpadać, w żadnym wypadku i w żadnym życiu po życiu. Nie. Nie
chciał, gdyż konsekwencje mogą być opłakane i trwałe.
Dobrze,
może nie było aż tak źle, Helga zawsze pozostawiała wszystkie swoje ofiary przy
życiu i dobrym stanie fizycznym, gorzej jednak jest już z psychiką…
Do
teraz miał wyraźnie przed oczami tego biednego chłopaka, który brutalnie
przepychał się przez tłum, żeby zobaczyć pojedynek jego i Godryka. Helga
zaprezentowała wtedy praktyczne zastosowanie zaklęcia Levicorpus. Biedak pewnie do dzisiejszego dnia się nie pozbierał.
I
dochodzi jeszcze do tego fakt, że Godryk miał zamiar skoczyć z wieży Ravenclaw.
Rowena
będzie wściekła, kiedy przyjaciel pomacha jej przez okno przez ćwierć sekundy,
zwłaszcza, jeżeli będzie w międzyczasie pracować albo czytać książkę.
Rowena
w pewnym sensie wściekała się gorzej niż Helga. Była to cicha furia, a Salazar
już wolał, gdy ktoś się na niego darł na cały Hogwart, niż patrzył świdrująco
na niego. Było to dosyć… Niepokojące.
Nawet
jeżeli on tak cały czas patrzył na innych. Ale do niego byli przyzwyczajeni.
Oczy Roweny zazwyczaj były pełne spokoju.
Ravenclaw
najpewniej uzna, że Godryk zasłużył na śmierć, a samego Slytherina zawiąże i
weźmie na wieżę, żeby go zrzucić tylko po to, żeby oberwali po równo. W końcu
Rowena była bardzo domyślną kobietą.
W końcu dowiedziałaby się, że to przez Salazara Godryk w ogóle wpadł na pomysł
rzucania się z wieży.
W tym
czasie Gryffindor przygotował linę, którą obwiązał wokół pasa, po czym
przytwierdził jej drugi koniec na szczycie wieży kilkoma zaklęciami. Cokolwiek
by nie mówił o nim Salazar, Godryk samobójcą nie jest, nie był i nie będzie.
Po
prostu nigdy nie umiał oprzeć się dowodzeniu, że niemożliwe jest możliwe. A ten
dreszczyk emocji było tym, co po prostu uwielbiał.
Tak,
Gryffindor zdecydowanie był uzależniony od niebezpieczeństwa i sam o tym od
dawna wiedział.
I
doskonale wiedział, jak bardzo kusił Los, żeby w końcu coś poszło nie tak.
Dlatego
też Godryk rzucił na linę zaklęcie, które nie pozwoli jej pęknąć nawet przy
wadze 500 funtów. No i oczywiście Zaklęcie Gumy. Inaczej lina by go przecięła
na pół równie łatwo jak gilotyna.
Tak,
idealnie.
I to
nie tak, że nie zadbał o swoje bezpieczeństwo – jakkolwiek prymitywny ten
drobiazg dla niego nie był. Ostatecznie i tak rzucił na ziemię Zaklęcie Poduszki
– tak na wszelki wypadek.
To od
Roweny nauczył się, że zawsze warto mieć plan B do planu A, a od czasu do czasu
także plan C. Chociaż często zdawało się to dla niego zbędne, to jednak musiał
przyznać Ravenclaw rację, że warto mieć coś w zanadrzu.
W innym
wypadku Helga do końca życia by go nie wypuściła ze Skrzydła Szpitalnego…
Drgnął,
gdy przypomniał sobie sterylną biel pomieszczenia. Nienawidził tego miejsca z
całego serca.
Spojrzał
jeszcze raz na zamyślonego Salazara, po czym sprawdził wszystko jeszcze raz. I
wpadł na wredny pomysł.
Skoro
jego przyjaciel był na tyle zamyślony, to czemu by go trochę nie pomartwić i
doprowadzić co nieco do zawału…?
Podszedł
do krawędzi wieży tak niezauważalnie, jak tylko potrafił, po czym krzyknął:
-
Geronimo!
I
skoczył.
Salazar,
słysząc okrzyk wojenny Godryka, natychmiast oderwał się od swoich myśli i
popędził na skraj dachu, niemal się przewracając i spadając na dół.
Co za
skończony idiota!
Dlatego
też zdziwił się, kiedy Godryk zaczął nagle wracać na dach…
Lina
zaczęła się kurczyć, wyrzuciło Gryffindora kilka metrów nad dach, zrobił salto
i wylądował obok zszokowanego Salazara, po czym klepnął przyjaciela po plecach
i powiedział:
- No
przyjacielu, wisisz mi Ognistą!
Zaśmiał
się i zostawił nadal wmurowanego Salazara na szczycie wieży.
I
właśnie w taki sposób został spopularyzowany skok na bungee.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
