— Nie zgadzam się.
Kiedy Syriusz Black wypowiedział te słowa w stronę Lily i Jamesa, ci zastygli, nie wiedząc, co mają powiedzieć.
Wiedzieli bowiem, że dla swoich przyjaciół Syriusz mógłby zrobić absolutnie wszystko. Black był okropnie lojalny wobec nich i tylko się nie zgadzał, kiedy pomysł był absolutnie głupi nawet na jego dość niskie standardy.
Ale z kim innym tajemnica ich zamieszkania byłaby bezpieczniejsza niż właśnie z Syriuszem Blackiem?
James odchrząknął.
— Dlaczego się nie zgadasz, Łapo? — zapytał dyplomatycznie i spokojnie, chociaż miał ochotę wstrząsnąć swoim najlepszym przyjacielem.
Jednakże Lily była w ciąży i nie chciał jej stresować walką pomiędzy nim a Blackiem, toteż trzeba było załatwić to na spokojnie.
— Słuchaj Rogacz, nie żebym tego nie doceniał, nie czuł się uhonorowany tym,że mi tak ufacie czy coś, ale... Dobra, nie będę subtelny.
— Subtelność nigdy ci nie pasowała, Wąchaczu — powiedziała z uśmiechem Lily.
— Em, tak, właśnie, chyba że nie miałem innego wyjścia i być subtelnym właśnie... Nieważne. Chodzi o to, że jeden z nas jest szpiegiem, wiemy to na pewno i nie ma ku temu żadnych wątpliwości. Mogę to być nawet ja, z tego co wiemy...
— Ciekawe w jaki sposób — powiedział James z sarkazmem.
— Nie wiem w końcu co robię, kiedy śpię. Aco jeśli mam schizofrenię i po prostu o tym nie wiemy?
— Syriuszu, uwierz mi, skoro zauważyliśmy mały futerkowy problem Remusa to myślisz, że nie zauważylibyśmy, że próbujesz zabić nas w środku nocy czy coś?
— Nieważne James, nieważne! W każdym razie proponuję, żeby to James był Strażnikiem.
Kiedy ani James, ani Lily się nie odezwali, Syriusz westchnął.
— Kto byłby lepszym Strażnikiem Tajemnicy od osoby, która ma się ukrywać z własną żoną i nienarodzonym synem?
— Wąchaczu... To na pewno ty? Dobrze się czujesz? Chyba cię nam nie podmienili? — zapytała podejrzliwie Lily.
— Wiem, wiem, ale dziedziczna paranoja Blacków znowu uderza. Pewnie, ludzie będą myśleć że to ja jestem Strażnikiem, widzicie, ale tak naprawdę to James nim będzie. Dzięki temu i sekret, i wy będziecie bezpieczni.
— Jesteś pewny, Syriuszu? To może być dla ciebie niebezpieczne — rzekła zmartwiona Lily.
— Absolutnie, Lils. W końcu jeżeli umrę to przynajmniej chroniąc moich przyjaciół i chrześniaka, co nie?
poniedziałek, 21 sierpnia 2017
czwartek, 8 czerwca 2017
Pierwszy Dyrektor Hogwartu
— Więęc, kto powinien z nas wszystkich zostać dyrektorem? — zapytał Godryk Gryffindor rozkładając się na jednej z kanap w gabinecie dyrektorskim.
Był do przestrzenny pokój z czterema kanapami, wieloma półkami z książkami i magicznymi artefaktami (jednym z nich jest Tiara Przydziału), po środku pokoju stało duże biurko, a przed nim stały trzy wygodne fotele. Na ścianie przeciwległej do wejścia gabinetu znajdowało się duże okno, przez które wypadało w tej chwili światło słoneczne.
— Ja z pewnością nie — kontynuował Godryk — Nie jestem do tego stworzony. Poza tym ja i odpowiedzialność?! Zwyczajnie do siebie nie pasujemy!
— Tak, zgadzam się. Nie nadajesz się do tego, kto wie, co by się uczniom stało gdybyś był dyrektorem? — Powiedział Slytherin.
— Chcesz mi powiedzieć, że świadomie bym zranił moich uroczych uczniów?! — wykrzyczał w horrorze Godryk.
— Świadomie może i nie. Nieświadomie właśnie.
Zanim jednak kolejna epicka kłótnia mogłaby wybuchnąć pomiędzy Godrykiem Gryffindorem a Salazarem Slytherinem, Rowena zaczęła mówić.
— Najlepiej żeby dyrektorką została Helga.
— Ech?! — pisnęła Hufflepuff.
Ale jak to, że niby ona? — zastanawiała się.
— Muszę się zgodzić z Roweną — rzekł Gryffindor — W porównaniu do Salazara ty nie przerażasz naszych słodkich uczniów samym spojrzeniem.
Salazar zaczął intensywnie wpatrywać się w Godryka, na co ten jedynie prychnął.
— Widzisz? O tym właśnie mówiłem.
— N-no ale co z Roweną? Jestem pewna ze byłaby lepsza ode mnie!
— Pamiętasz może, że zdarza mi się zapominać o posiłkach kiedy zaczynam czytać moje księgi lub gdy eksperymentuję? Jaki ja bym dała uczniom przykład? Dobrze wiesz, że gdyby nie wy to bym zagłodziła się na śmierć przez moje ciągłe nauki. Albo pamiętasz jak ostatnio potraktowałam Godryka jak mi przeszkodził? Nie chcę wyrzucać ucznia przez okno tylko dlatego, że przyszedł do mnie po godzinach.
Godryk wzdrygnął. Spadanie z wieży Ravenclaw nie jest przyjemną sprawą. Kto wie, co by się z nim stało, gdyby akurat Salazar nie stał u stóp wieży i na niego nie wpadł? Zginąłby pewnie jak nic.
Slytherin nadal nie wybaczył mu tego awaryjnego lądowania na nim.
— Cóż, chyba masz rację... — rzekła niepewnie Helga.
— Nie martw się, Helguś, pomożemy ci kiedy będziesz nas potrzebowała! — Powiedział Gryffondor.
— Tak długo jak Godryk ani żaden z jego Gryfonów nie będą dyrektorami to będę zadowolony. Kto wie jakie nieszczęścia by zapadły na tę szkołę gdyby jeden z twoich się wziął za robotę dyrektora?
I mimo że Gryffindor czuł się obrażony tym stwierdzeniem, to panie zgadzały się z Salazarem.
Tak więc oto Helga Hufflepuff stała się dyrektorką Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
Nieznanie jednak dla nich, tysiąc lat później Gryfon stał się dyrektorem.
Za jego kadencji został wyprodukowany Czarny Pan, sztuk jeden, Zbawiciel Czarodziejskiego Świata, sztuk jeden, nielegalni animadzy, sztuk trzy, wilkołak, sztuk jeden, półolbrzym, sztuk jeden, ataki bazyliszka, cały rok, Turniej Trójmagiczny, który źle poszedł, sztuk jeden, trójgłowy pies, który był przetrzymywany na terenie szkoły, podobnie jak akromantule i nawet smok, czy też hipogryfy czy sklątki tylnowybuchowe, sztuk kilka.
Oj tak, niebezpiecznym jest mianowanie Gryfona jako dyrektora Hogwartu.
---------------------
Ach, dawno nic nie pisałam, jak tego mi brakowało!
Miło jest napisać coś krótkiego takiego, po prostu przyjemna sprawa <3
Ogłoszeń brak, trzymajcie się ciepło!
Darka3363
Był do przestrzenny pokój z czterema kanapami, wieloma półkami z książkami i magicznymi artefaktami (jednym z nich jest Tiara Przydziału), po środku pokoju stało duże biurko, a przed nim stały trzy wygodne fotele. Na ścianie przeciwległej do wejścia gabinetu znajdowało się duże okno, przez które wypadało w tej chwili światło słoneczne.
— Ja z pewnością nie — kontynuował Godryk — Nie jestem do tego stworzony. Poza tym ja i odpowiedzialność?! Zwyczajnie do siebie nie pasujemy!
— Tak, zgadzam się. Nie nadajesz się do tego, kto wie, co by się uczniom stało gdybyś był dyrektorem? — Powiedział Slytherin.
— Chcesz mi powiedzieć, że świadomie bym zranił moich uroczych uczniów?! — wykrzyczał w horrorze Godryk.
— Świadomie może i nie. Nieświadomie właśnie.
Zanim jednak kolejna epicka kłótnia mogłaby wybuchnąć pomiędzy Godrykiem Gryffindorem a Salazarem Slytherinem, Rowena zaczęła mówić.
— Najlepiej żeby dyrektorką została Helga.
— Ech?! — pisnęła Hufflepuff.
Ale jak to, że niby ona? — zastanawiała się.
— Muszę się zgodzić z Roweną — rzekł Gryffindor — W porównaniu do Salazara ty nie przerażasz naszych słodkich uczniów samym spojrzeniem.
Salazar zaczął intensywnie wpatrywać się w Godryka, na co ten jedynie prychnął.
— Widzisz? O tym właśnie mówiłem.
— N-no ale co z Roweną? Jestem pewna ze byłaby lepsza ode mnie!
— Pamiętasz może, że zdarza mi się zapominać o posiłkach kiedy zaczynam czytać moje księgi lub gdy eksperymentuję? Jaki ja bym dała uczniom przykład? Dobrze wiesz, że gdyby nie wy to bym zagłodziła się na śmierć przez moje ciągłe nauki. Albo pamiętasz jak ostatnio potraktowałam Godryka jak mi przeszkodził? Nie chcę wyrzucać ucznia przez okno tylko dlatego, że przyszedł do mnie po godzinach.
Godryk wzdrygnął. Spadanie z wieży Ravenclaw nie jest przyjemną sprawą. Kto wie, co by się z nim stało, gdyby akurat Salazar nie stał u stóp wieży i na niego nie wpadł? Zginąłby pewnie jak nic.
Slytherin nadal nie wybaczył mu tego awaryjnego lądowania na nim.
— Cóż, chyba masz rację... — rzekła niepewnie Helga.
— Nie martw się, Helguś, pomożemy ci kiedy będziesz nas potrzebowała! — Powiedział Gryffondor.
— Tak długo jak Godryk ani żaden z jego Gryfonów nie będą dyrektorami to będę zadowolony. Kto wie jakie nieszczęścia by zapadły na tę szkołę gdyby jeden z twoich się wziął za robotę dyrektora?
I mimo że Gryffindor czuł się obrażony tym stwierdzeniem, to panie zgadzały się z Salazarem.
Tak więc oto Helga Hufflepuff stała się dyrektorką Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
Nieznanie jednak dla nich, tysiąc lat później Gryfon stał się dyrektorem.
Za jego kadencji został wyprodukowany Czarny Pan, sztuk jeden, Zbawiciel Czarodziejskiego Świata, sztuk jeden, nielegalni animadzy, sztuk trzy, wilkołak, sztuk jeden, półolbrzym, sztuk jeden, ataki bazyliszka, cały rok, Turniej Trójmagiczny, który źle poszedł, sztuk jeden, trójgłowy pies, który był przetrzymywany na terenie szkoły, podobnie jak akromantule i nawet smok, czy też hipogryfy czy sklątki tylnowybuchowe, sztuk kilka.
Oj tak, niebezpiecznym jest mianowanie Gryfona jako dyrektora Hogwartu.
---------------------
Ach, dawno nic nie pisałam, jak tego mi brakowało!
Miło jest napisać coś krótkiego takiego, po prostu przyjemna sprawa <3
Ogłoszeń brak, trzymajcie się ciepło!
Darka3363
niedziela, 8 maja 2016
Cztery absurdalne sposoby na zabicie Voldemorta
Wyobraźmy sobie po prostu, że Voldemort nie ma horkruksów i nie jest nieśmiertelny. Cztery absurdalne sposoby na zakończenie życia tak nieprawdopodobne, że aż nieprawdopodobne. I nie, ja wcale się nie powtarzam. Enjoy XD
--------------------------------------------
1.Śmiercionośny
żart
Harry,
Ron, Hermiona, Neville i Luna byli w trakcie bitwy z Śmierciożercami, kiedy
nagle pojawili się członkowie Zakonu Feniksa.
W tym
również i ojciec chrzestny Harry’ego – Syriusz Black.
Harry
znowu poczuł to kłujące uczucie w sercu, kiedy myślał o tym, jak łatwo dał się
zmanipulować przez Voldemorta. Gdyby tylko przyłożył się do Oklumencji! Tyle że
po co, odciąłby się od swojego źródła informacji, które Dumbledore tak łatwo
zatrzymywał dla siebie. Nie miał mu tego za złe, jednak niewiedza bywała
okropna do zniesienia. Nieważne.
Ale
było już na to za późno. Teraz Potter miał tylko nadzieję, że cała ta wyprawa
nie skończy się śmiercią jego przyjaciół, Syriusza i członków Zakonu. Nawet
tego cholernego Nietoperza Hogwartu.
W
pewnym momencie pojawił się Voldemort.
Harry
westchnął, kierując się do mordercy jego rodziców. Jeżeli coś mógłby tutaj
zrobić, to powstrzymać Voldemorta chociaż na kilka minut, dopóki nie pojawi się Dumbledore.
Już
uniósł różdżkę, już miał wypowiedzieć zaklęcie, kiedy nagle coś trafiło w czoło
Czarnego Pana.
Co
dziwniejsze, Voldemort nie mógł uchronić się przez tą rzeczą za pomocą zwykłej
tarczy. Dla Harry’ego było to dziwne i niezrozumiałe.
Po
chwili z czoła wężowego gościa zaczęła sączyć się krew, a połączenie, jakie
miał Harry z Voldemortem, nagle zniknęło. Zmarszczył brwi.
Chwilę
później usłyszał, jak Śmierciożercy wyją w niebogłosy, jakby ktoś nagle zaczął
rozrywać im skórę. To tylko przekonało Harry’ego, że Voldemort zdechł na dobre.
Obrócił
się i zobaczył, że wszyscy patrzyli się na Syriusza, który przyjął niewinną
minę. Wokoło, jak zauważył Harry, skakały… Kaczki? Które do tego miały broń w
ręku i starały się wykończyć siebie nawzajem?
O ile
dobrze pamiętał, Dudley kiedyś w tę grę grał. Nazywała się Duck Game. Polegała na tym, że po prostu stajesz się kaczką,
zbierasz broń i próbujesz zabić wszystkich, nie dając przy okazji zabić siebie.
Spojrzał
na Blacka z niezrozumieniem.
- No
co?! – Wykrzyknął w końcu Syriusz. – Jak się człowiek nudzi, to jest zdesperowany,
a skoro tak, to nawet mugolskie gry wydają się świetną opcją! Poza tym nie
wiedziałem, że ten żart może być tak śmiercionośny w skutkach…
2.Niewinny
fanfic
Voldemort
nie mógł uwierzyć, że to robi.
No ale
nie mógł teraz wezwać Severusa, a połowa jego kompetentnych Śmierciożerców była
na wakacjach.
Zaś
druga połowa wciąż siedziała w Azkabanie. A resztę powinien w końcu wysłać do
psychologa, o ile nie zamknąć ich od razu w domie wariatów.
Niefajna
sytuacja.
Włączył
więc komputer i zaczął guglować.
Musiał
przyznać, że mimo tego, jak bardzo nienawidził mugoli, to łby mieli nie od
parady. Wymyślali różne cudeńka, które nawet nawet ułatwiają innym życie. Nawet
jeśli czarodzieje tez mają swoje rozwiązania, jak na przykład sieć Fiuu zamiast
telefonu czy też miotły zamiast samolotów.
Tyle że
samoloty miały tę przewagę, że nie było zimno podczas lotu i jak zaskoczyła
burza, to pasażerom jest ciepło i przytulnie, w porównaniu do czarodzieja
lecącego w tejże burzy.
Pięć
godzin później jakimś cudem trafił na… Dziwnego fanfica.
To było
straszne. Po pierwsze: skąd mugole w ogóle wiedzą o tym, że magiczny świat
istnieje?
Po
drugie: Skąd wiedzą, jak się nazywa, co uczynił i dalej nie boją się wymawiać
jego imienia?
Po
trzecie: Skąd wiedzą, że w Przepowiedni jest mowa o nim i o bachorze Potterów?
Chociaż swoją drogą przynajmniej poznał ją w całości, o ile nie została ona
wyssana z palca oczywiście.
Przeczytał.
I po
tym wszystkim wyjął różdżkę i przyłożył ją do skroni.
Już
woli smażyć się w Piekle niż kiedykolwiek znaleźć fanfica, w którym on i
Potter… Nie. To jest już po prostu złe. Nie będzie o tym nigdy więcej mówił.
Rzucił
niewerbalne Zaklęcie Zabijające.
3.Wieczny
serial
Każdy
się kiedyś nudził.
Nawet
sam Lord Voldemort.
Coś
takiego się stało, kiedy nie miał ciała i siedział w Albanii, czekając na
jakiegoś idiot… Swojego dozgonnego sługę, który pomoże mu się odrodzić.
Zajrzał
raz do mugolskiego domu.
Oglądali
pierwszy odcinek ,,Mody na sukces”.
Voldemort,
zainteresowany tym, co się działo w telewizji zaczął oglądać.
----------------------------------------------
6000 odcinków później…
Voldemort zupełnie stracił
poczucie czasu.
Stracił
je aż tak bardzo, że minęło kilkanaście lat, Harry Potter zdążył dorosnąć,
narobić się dzieci, wnuków, prawnuków, praprawnuków… No, tak czy inaczej jego
rodzina się rozrosła.
Nie
było żadnych wydarzeń z Kamieniem Filozoficznym, aferą z Komnatą Tajemnic,
Syriusz jednak i tak zwiał z Azkabanu, żeby załatwić Pettigriew, ale co tam…
Voldemort się nie odrodził podczas Turnieju Trójmagicznego (w którym Potter nie
brał udziału), Cedric Diggory nie umarł, bliźniaki Weasley dalej są tak
nierozłączni jak zawsze, Lupin i Tonks wychowywali małego Teddy’ego, starając
się zmniejszyć wpływ rozpieszczania przez ojca chrzestnego, Syriusz się w końcu
hajtnął, a Severus Snape w wieku 80 lat zszedł z piedestału Nietoperza z Lochów
i odszedł na zasłużoną emeryturę, kiedy tylko udało mu się spełnić jedno z
marzeń – nauczył Pottera i jego bachory eliksirów.
A
Voldemort?
W końcu
nie doczekał się idioty, który miał mu pomóc się odrodzić. Zamiast tego
poświęcił się oglądaniu ,,Mody na sukces”, aż w końcu wyzionął ducha.
Metaforycznie
rzecz biorąc, oczywiście. Po prostu w końcu Piekło się o niego upomniało.
A w
dzisiejszych czasach takiego pracownika przy kuszeniu ludzi to dzisiaj można ze
świecą szukać!
4. Ogłaszająca moc muzyki
Voldemort
nie był zapamiętałym miłośnikiem muzyki.
O wiele
lepsze, jego zdaniem, było poznawanie kolejnych dziedzin magicznych, zwłaszcza
tych zakazanych przez Ministerstwo Magii.
Jednak
tym razem on i jego Śmierciożercy przypadkiem trafili na mugolski koncert. Do
tego muzyki rockowo-metalowej, trzeba dodać. Przynajmniej tak się Tomowi wydawało.
Voldemort
nie pamiętał, żeby w tym miejscu stała jakakolwiek scena.
To była
ostatnia myśl, jaka go nawiedziła, zanim fala dźwiękowa z głośnika, przed
który się teleportował, uderzyła go w uszy.
W ten
sposób Voldemort ogłuchł.
A żeby
tego było mało, jego Śmierciożercy upadli na niego, kiedy okazało się, że
wylądowali na konstrukcji amfiteatru.
Ponad
sześćset kilo żywej wagi przygniotło Voldemorta.
I już
więcej się nie poruszył.
środa, 10 lutego 2016
Ostatnie słowa.
Niestety tak wyszło, że dawno nie czytałam ostatniej części HP, więc dialogi i zachowania mogą do końca się nie zgadzać, ale ogólny sens został zachowany.
A przynajmniej taką mam właśnie nadzieję.
Ale teraz, zapraszam do czytania.
--------------------------------------------
Severus
Snape od zawsze był przygotowany na to, że zostanie zdemaskowany.
Wiedział
też, że za jego… Niesubordynację… Karą będzie śmierć.
W tej
chwili leżał na ziemi, wykrwawiając się, czując też, jak jego krew niesamowicie
szybko płynie przez żyły.
Bolało.
Bolało
go jak cholera całe ciało.
Nagle
poczuł, że ktoś podniósł jego głowę. Jasny gwint, czy już nie pozwolą mu umrzeć
w spokoju?
Otworzył
oczy.
Zobaczył
Pottera.
Tego
aroganckiego, gryfońskiego szczeniaka z tak boleśnie znajomymi zielonymi
oczami.
Miał
oczy po Lily… Tyle że jego były jakieś takie… Ciemniejsze niż jej. Lily zawsze
miała jasne, radosne spojrzenie, nawet jeśli działo się coś złego, ale Potter…
Te
cienie w oczach chłopca nieco go niepokoiły. Dopiero teraz. Za późno.
Cholera.
Powinien był zauważyć to dawno temu!
Ale nie
potrafił, widząc tego bachora przez pryzmat jego ojca. On nie był Jamesem.
Nigdy nie był.
A on,
Severus Snape, Mistrz Eliksirów w Hogwarcie, szpieg Albusa Dumbledore’a,
nazywany przez większość uczniów i sporą część kadry nauczycielskiej
Nietoperzem z Lochów, który prawdopodobnie sypia w trumnie, nigdy tego nie
zauważył. Nie chciał zauważyć.
I to
prawdopodobnie była jego druga największa pomyłka w życiu, zaraz po dołączeniu
do Czarnego Pana i przyjęciu Mrocznego Znaku.
Poczuł,
jak wspomnienia uciekają mu poprzez łzy. Był pewien, że Potter wiedział, jak
wyglądają płynne wspomnienia. Mimo wszystko, przez jakiś czas Dumbledore uczył
go poprzez wspomnienia, cokolwiek miało to znaczyć.
-
Potter, bierz to – powiedział przez zaciśnięte zęby. Snape miał dziwnie
niezachwianą pewność, że Potter będzie wiedział, o co mu chodzi.
Dzieciak
zmarszczył brwi, po czym przeszukał szybko kieszenie i wyjął fiolkę. Zebrał
wspomnienia Severusa i porządnie zakorkował fiolkę.
-
Spójrz na mnie, Potter – powiedział i chwycił go za szczękę, kierując swój
wzrok na zielone oczy.
Tak
znajome. Tak inne.
- Masz
oczy swojej matki. – Severus miał dosyć zachrypnięty głos, jednak było w nim
słychać dziwną miękkość.
To były
ostatnie słowa nauczyciela eliksirów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)